STĘPOWSKI HERBU JUNOSZA

Motto:

Ten Major, Polak rodem z miasteczka Dzierowicz
Nazywał się (jak słychać) po polsku Płutowicz
Lecz przechrzcił się; łotr wielki, jak się zwykle dzieje
Z Polakiem, który w carskiej służbie zmoskwicieje.

Adam Mickiewicz
„Pan Tadeusz”, księga IX

Przytoczony fragment epopei narodowej to oczywiście przykład licencji poetyckiej, która dopuszcza odstępstwo zarówno od norm językowych, jak i rzeczowej ścisłości opisu. Znamy bowiem wielu Polaków, którzy pełniąc służbę w armii carskiej, często na bardzo eksponowanych stanowiskach, w przeciwieństwie do mickiewiczowskiego majora Płuta nigdy nie zapomnieli o swoim rodowodzie i nie splamili munduru haniebnymi czynami. Najlepszym przykładem jest Romuald Traugutt, który dosłużył się stopnia pułkownika, brał udział w kampanii węgierskiej 1848 i wojnie krymskiej, przez pewien czas był wykładowcą uczelni wojskowej w Petersburgu, a gdy wybuchło powstanie styczniowe, najpierw dowodził działaniami partyzanckimi w okolicach Kobrynia, a później został mianowany dyktatorem (przywódcą) całego powstania.

Pamiętamy, że kadra oficerska odrodzonego po 1918 roku Wojska Polskiego w ogromnym procencie składała się z ludzi, którzy służbę w wojsku zaczynali w armiach państw zaborczych – nikt rozsądny nie robił im z tego wyrzutu; doświadczenie zdobyte w niemieckiej marynarce wojennej, austriackiej artylerii albo rosyjskiej piechocie wykorzystywali później ku chwale Rzeczypospolitej. Osobny przypadek stanowiły Legiony Józefa Piłsudskiego, ale przecież i one były podporządkowane ministrowi wojny w c.k. Wiedniu – co zresztą korelowało z przepowiednią „Komendanta” z 1912 roku, że Rosja najpierw przegra wojnę z Austrią i Niemcami, a następnie państwa centralne przegrają walkę na froncie zachodnim – i wtedy powstaną warunki do „zmartwychwstania” Polski.

Przypadek dzielnego Polaka - oficera armii rosyjskiej, który po wybuchu pierwszej wojny światowej włączył się do działań o sprawę narodową, chciałbym przedstawić w poniższym artykule. Przebieg jego służby wojskowej, najważniejsze czyny wojenne były w zasadzie znane, ale nikt dotąd nie skojarzył, że ta sama osoba miała poważne osiągnięcia na polu szachów; to poniekąd warunek konieczny, by pisać o niej na łamach pisma szachowego.

Czworga imion Ludomir Kazimierz Wacław Adam Stępowski urodził się 30 lipca 1854 roku w Sandomierzu jako najstarsze dziecko Kazimierza Stępowskiego i Klementyny Maryi Barbary z Dworzyńskich. Ojciec dziecięcia, urodzony 3 marca 1915 w Strzegocinie w ziemi kutnowskiej (wówczas siedzibą powiatu był Gostyń), pełniący obowiązki rejenta Kancelarii Ziemiańskiej Okręgu Sandomierskiego, w Sandomierzu przebywał od około lat trzech. Jego małżonka urodziła się 23 listopada 1829 r. w Rawie Mazowieckiej; ojciec Wacław Hyacynt Dworzyński był adwokatem przy Sądzie Pokoju powiatu rawskiego, matką była Zofia z Poradowskich. Klementyna Dworzyńska została wcześnie osierocona i w mieszkała w Sandomierzu u swojej siostry Eleonory Stabrowskiej.

Ludomir miał jeszcze dwie siostry: czworga imion Jadwiga Maria Zofia Józefa urodziła się 12 października 1860 roku, a Władysława Antonina Kazimiera – w dniu 14 czerwca 1865. Z zachowanych dokumentów wynika, że gdy Ludomir odbywał naukę w gimnazjum, w czerwcu 1867 r. zmarł jego ojciec, co naturalnie musiało wpłynąć fatalnie na stan materialny rodziny; utrzymanie trójki dzieci nagle spadło na barki samotnej matki, dotąd zajmującej się wyłącznie domem. Dziś nie ma nikogo, kto mógłby nam opowiedzieć o latach młodości przyszłego generała, ale z pewnością były to czasy niedostatku i wielu wyrzeczeń.

Nie myśląc pójść w ślady ojca i dziadków (zawody prawniczo – urzędnicze), bez talentu do fachu nauczycielskiego ani powołania do służby religijnej, Ludomir zdecydował się wstąpić do armii. Wybrał Pawłowskoje Wojennoje Ucziliszcze w Petersburgu i po dwóch latach nauki w 1875 roku otrzymał stopień podporucznika (w spisie absolwentów uczelni figuruje jako „Stiempowskij Wsiesław Adam”).

Lata służby, pełnionej głównie na Zakaukaziu, znaczone są licznymi medalami wojskowymi i awansami na kolejne stopnie oficerskie: porucznik (1887), sztabs-kapitan (1881), kapitan (1887), podpułkownik (1893), pułkownik (1901). Przez pewien czas jest komendantem wojennym Aszchabadu, w latach 1902-1904 dowodzi 6. Turkiestańskim Batalionem Strzelców. W lipcu 1904 roku obejmuje dowództwo 20. pułku strzelców, stacjonującego w Suwałkach.

Kadra oficerska 20. pułku strzelców; środku w okularach - pułkownik L. Stępowski

Niebawem jednostka dowodzona przez Stępowskiego zostaje przerzucona do Chin, gdzie toczy się lądowa (bo jest też morska) część wojny rosyjsko-japońskiej. Jego pułk bierze udział w wielkiej bitwie pod Mukden (Mandżuria, luty - kwiecień 1905), gdzie armia rosyjska, nieudolnie dowodzona przez generała Kuropatkina, ponosi duże straty i zostaje zmuszona do odwrotu, co oznacza porażkę Rosjan i awans Cesarstwa Wschodzącego Słońca do rangi światowego mocarstwa.

Sposób dowodzenia pułkiem przez Stępowskiego był wysoko oceniony przez dowództwo armii; zgodnie z rozkazem z dnia 23 lutego 1906 r. otrzymał on tzw. Złotą Szablę (Zołotoje orużje) „za odwagę”. W 1907 roku Ludomir Stępowski zostaje awansowany do stopnia generała i przeniesiony do rezerwy. Osiadł na stałe w Warszawie, gdzie już wcześniej mieszkała jego matka, zmarła 23.10.1905 r. i pochowana na Cmentarzu Powązkowskim; na pomniku nagrobnym syn umieścił epitafium: „Pokój cieniom zacnej kobiety i nieodżałowanej matki”.

Emerytowany generał, jeszcze nie bardzo sędziwy, dysponujący wolnym czasem i piękną emeryturą, włączył się do ruchu szachowego. Już w 1907 roku zapisał się do VII turnieju korespondencyjnego, zorganizowanego przez „Časopis českých šachistu” (6 graczy, gra „każdy z każdym” po dwie partie) i zakończył turniej na 4. miejscu z wynikiem +4 -4 =2; wygrał A. Chvala z Pragi Czeskiej. Zapisał się ponadto do Warszawskiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej. W numerze 44 na rok 1910 redakcja „Tygodnika Ilustrowanego” zamieściła informację: „Tygodnik” wznowi z dniem dzisiejszym stałą rubrykę szachową. Wiadomość ta została podpisana „Ludomir Junosza”; widocznie przodkowie generała pieczętowali się herbem „Junosza”.

Herb Junosza (Agnus)

Przez kilka następnych lat kącik szachowy w "Tygodniku" jest ciekawie redagowany, pismo organizuje ponadto konkursy dla problemistów; swoje oryginalne utwory publikują tam bracia Potempscy, Oswald Jarosz (czyli dr Ignacy Jaroszyński), Marcin Winawer, Zdzisław Belsitzmann i Kazimierz Morawski.

W „Tygodniku” począwszy od maja 1911 r. ukazywały się kolejne odcinki wojennych wspomnień Ludomira Stępowskiego, bogato ilustrowane fotografiami i mapami. Krótki fragment opisu bitwy z Japończykami zamieszczam poniżej:

Szturm do Czen-Ten-He-Nania

Nad ranem 20 stycznia przychodzi rozkaz zdobycia wsi Czen-Ten-He-Nań, położonej na lewym brzegu rzeki, w połowie drogi między Dżan-taniem a San-de-pu. Podczas boju 15 stycznia rozłożyły się tam moje ambulanse i posterunek opatrunkowy. Do ataku dowodzący brygady wyznaczył z każdego pułku po jednym batalionie. Reszta pozostawała w Dżan-taniu. Wyznaczyłem II batalion i osobisty wziąłem udział w ataku.

Zwykle artyleria bombarduje dłuższy czas miejsce przyszłego szturmu, rujnując pozycje przeciwnika i ułatwiając w ten sposób ich zdobycie. W danym przypadku nie zastosowano uprzedniej kanonady.

Była godzina 8 rano. 16 kompanii uszykowało się na zamarzniętej rzece. Rozwinąwszy się w tyralierkę i utworzywszy 4 czy 6 linii jedna za drugą, w odległości 80-100 kroków wychodziły kompanie na brzeg. Witał je grad kul i pocisków. Miały do przebycia z półtory wiorsty otwartym, równym błoniem. Nie zatrzymując się ani na chwilę, zwiększając tylko szybkość kroku, dążyły naprzód szeregi, niby na paradzie. Jak długo trwał ten rozmach-atak, ta milcząca groźba walki na bagnety, określić nie mogę. Wkrótce jakoś rozdarł powietrze okrzyk: "Hura!" i połowa wsi przeszła w ręce strzelców. Przy dzisiejszej szybkostrzelnej 1 broni wykonać w taki sposób atak i szturm nie każde zdoła wojsko! Fakt ten należycie został już oceniony przez literaturę wojenną.

Ja osobiście nie mogłem wprost wydążyć za swymi kompaniami, musiałem biec ... stopniowo odległość między nami wzrastała. Idę w pojedynkę, w oddali przy mnie adiutant i kilku ordynansów. Kule padają tak gęsto, że obłoczki kurzu z gliny przez nie rozpryskiwanej robią wrażenie roju latających u nóg chrabąszczy.

Słucham koncertu pocisków. Kule karabinowe śpiewają w najwyższej sopranowej tonacji, ale nie unisono. Warkot szimoz 2 jest wstrętny, a syk przed pęknięciem to syk złośnicy, mowy z pasji pozbawionej; delikatne dźwięki szrapneli 3, wybuchających w górze, wśród ufryzowanych obłoczków dymu, przechodzą w ordynarny mlask kul przy uderzeniu. Wszystko razem składa się na dziką kakafonię.

Mijam wielu rannych Przechodzę około dowodzącego II-gim batalionem kapitana Rykowa. Leży oparty na ręce. Prosi żałośnie: "Panie pułkowniku! proszę o nosze!" - Odpowiadam: "Zaraz, zaraz będą, kolego, bądźcie cierpliwi" - i mijam.

Dochodzę do szerokiego przed samą wsią rozłogu. Zastaję tu trzy moje kompanie. Jedna już we wsi. Rozłóg w tym miejscu ma szerokość 40-50 kroków. Jest to ten sam, którym wracaliśmy z pod San-de-pu.

Gęsto leżą żołnierze - odpoczywają. Rzucam się i ja na ziemię, ledwie dyszę. Do dalszego ruchu naprzód nie jesteśmy zdolni. Rozpęd ataku zużył wszystkie siły, wyczerpał szturmujących. Mówią mi, że Japończycy wieś porzucają. Nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Ogień karabinowy ucichł prawie zupełnie. Tymczasem armaty, nasze baterie podążyły za nami i stanęły na pozycji; prowadza dalej zacięta walkę z przeciwnikiem. Nas ta walka długo nie dotyczyła. Dopiero znacznie później przypomnieli sobie o nas Japończycy i zaczęli ostrzeliwać rozłóg. Dobreby jatki urządzili wśród tysiąca ludzi gęsto leżących, gdyby nie traf szczęśliwy, że za dużą do nas oznaczyli odległość. Wszystkie szrapnele wybuchały poza nami, ugaszczając nas tylko mosiężnymi czopami 4, które po oderwaniu się lecą zwykle wstecz kilkadziesiąt kroków. Tuż przede mną kilka miłych czopków w podskokach, jak wesołe bąki, kręciło się uparcie, ale byłem już spokojny, nie poruszałem się, śledziłem tylko wrogim spojrzeniem tańczący mosiądz. Opatrzność mnie strzegła!

Cały dzień spędziliśmy w rozłogu pod groźbą formalnego rozstrzelania, gdyby Japończycy, błąd swój spostrzegłszy, zmniejszyli dystans wybuchu szrapneli.

Pułk opłacił szturm haraczem 100 żołnierzy i 3 oficerów rannych, co stanowiło 12% uczestników szturmu. Odsetek zabitych równa się zwykle 10% rannych. Przy szturmie zabito 7 żołnierzy. Stosunkowo niewielkie straty zawdzięczać należy szybkości ataku, prowadzonego bez namysłu i zatrzymywania się pod ogniem. (...) 5

1 Karabin nabija się magazynem z 5 kul, w ciągu minuty można z łatwością dać 15 strzałów. Armata robi średnio 1,5-2 wystrzały na minutę (przyp. aut.).

2 Szimoza - materiał wybuchowy, forma kwasu pikrynowego opracowana przez japońskiego chemika Masachikę Shimosego i nazwana od jego nazwiska. Szimoza była używana przez Japońską Cesarską Marynarkę Wojenną w czasie wojny japońsko-rosyjskiej i II wojny światowej. Masachika Shimose rozpoczął prace nad stworzeniem nowego materiału wybuchowego po rozpoczęciu pracy w arsenale Marynarki Wojennej. Ówczesny szef zbrojowni, w której pracował Shimose, zasugerował mu, aby spróbował opracować nowy rodzaj materiału wybuchowego, zupełnie innego typu niż używana wówczas powszechnie nitroceluloza. Prace zakończyły się sukcesem w 1888, a otrzymany materiał wybuchowy miał znacznie większą moc od innych tego typu środków używanych wówczas na świecie. Aby maksymalnie wykorzystać dużą wybuchowość szimozy, opracowano specjalne pociski do dział morskich. W odróżnieniu od większości ówczesnych pocisków morskich, które miały typową konstrukcję przeciwpancerną, z grubymi ściankami mającymi zmaksymalizować penetrację pancerza, pociski z szimozą zostały zaprojektowane tak, aby maksymalnie wykorzystać dwie najważniejsze właściwości wybuchu szimozy – duże ciśnienie i wysoką temperaturę. Pociski z szimozą, znane popularnie jako furoshiki, miały ścianki cieńsze od typowych pocisków przeciwpancernych i zawierały do 10% materiału wybuchowego (typowe morskie pociski przeciwpancerne zawierały 2–3% materiału wybuchowego) Nowy materiał wybuchowy został użyty bojowo po raz pierwszy w czasie wojny japońsko-rosyjskiej. Wybuchowość szimozy była dużo wyższa od ówczesnych rosyjskich materiałów wybuchowych (wikipedia).

3 Szrapnel - pocisk artyleryjski używany do rażenia ludzi. Nazwa pochodzi od nazwiska wynalazcy, angielskiego generała-majora Henry'ego Shrapnela. Pocisk zawiera lotki (np. w postaci ołowianych kulek lub strzałek), wyrzucane z pocisku za pomocą ładunku prochowego, przy wykorzystaniu zapalnika czasowego. Po wyrzuceniu z korpusu lotki rozlatują się stożkowo na odległość 150–200 m. Wynaleziony został w 1803, po raz pierwszy użyto go w 1804 podczas walk w Surinamie. Był w użyciu do czasów I wojny światowej, później został zastąpiony pociskami odłamkowymi o działaniu rozpryskowym (wikipedia).

4 Czop szrapnelu ma wagi przeszło pół funta i podczas wybuchu pocisku jest niezmiernie rozgrzany (przyp. aut).

5 "Tygodnik Ilustrowany" nr 25/1911, s. 485.

W 1913 r. w Warszawie ukazało się polskie tłumaczenie „Podręcznika do nauki gry w szachy", według 8. wydania niemieckiego książki Jeana Dufresne. Za opracowanie i uzupełnienie książki odpowiadał Ludomir Stępowski, choć nie mamy pewności, czy był on też autorem tłumaczenia. Do wydania polskiego został dołączony skrót (wykonał go rejent Józef Żabiński, przyszły prezes Polskiego Związku Szachowego) pracy J. Pospišila "Zarys teoryi i zadań szachowych". Niewielki zbiór kompozycji własnymi komentarzami opatrzył wspomniany wyżej Oswald Jarosz. Licząca 666 stron książka, wydana pod każdym względem niezwykle starannie, kosztowała 1 rubla i 50 kopiejek. Dziś jest to przedmiot marzeń wielu bibliofilów.

W 1914 r. Petersburg był świadkiem pewnego historycznego wydarzenia: 10 (23) kwietnia został powołany do życia Wszechrosyjski Związek Szachowy. Na przewodniczącego związku wybrano Piotra P. Saburowa (1880-1932), jego zastępcą został B. Maliutin, sekretarzami – S. Wajnsztejn i W. Czudowski. Postanowiono wydawać własny organ prasowy: „Izwiestja Wsierossijskogo szachmatnogo obszczestwa”.

Zjazd założycielski na członków honorowych wybrał Piotra A. Saburowa (ojca) oraz dwóch arcymistrzów mieszkających na zachodnich krańcach Cesarstwa Rosyjskiego, w mieście gubernialnym Warszawa – A. Rubinsteina i S. Winawera. W zarządzie znaleźli się między innymi M. N. Bostanżoglo (Moskwa), E. P. Demidow książę San Donato (Ateny), N.S. Tereszczenko (Petersburg) oraz generałowie M. N. Manakin (pierwszy prezes Łódzkiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej) i Ludomir Stępowski. W zjeździe założycielskim uczestniczyli wybitni działacze Niemieckiego Związku Szachowego: profesor Rudolf Gebhard i Walter Robinow. Na bankiecie zamykającym zjazd mówcy wyrażali przekonanie, że odtąd związki szachowe obu sąsiadujących ze sobą państw (czyli Rosji i Niemiec) będą pracowały ręka w rękę na rzecz pomyślności sztuki szachowej. Wielka polityka sprawiła jednak, że te piękne hasła nie zostały zrealizowane, a założony po trzydziestu latach starań Wszechrosyjski Związek nie wypełnił swojej dziejowej misji, do której był predestynowany.

Latem 1914 roku, właśnie wtedy, gdy w niemieckim mieście Mannheim odbywał się wielki kongres szachowy, z udziałem licznej grupy szachistów - obywateli Cesarstwa Rosyjskiego, w tym również Polaków, wybuchła wojna światowa, która podzieliła Europę na dwa wrogie obozy. Przez długi czas front wschodni przebiegał przez ziemie polskie, a w okolicach Olsztyna, Gorlic, Przemyśla, Łodzi i Kielc toczyły się ciężkie walki, po obu stronach poległy miliony żołnierzy. W pobliżu miasta Opatów wyróżnił się podczas zwiadu podoficer armii austriackiej Sawielly Tartakower. Na cmentarzu Kotowice blisko Częstochowy pod koniec 1914 roku pochowany został, obok setek żołnierzy w mundurach austriackich, niemieckich i rosyjskich, młodszy brat arcymistrza, szeregowiec Artur Tartakower.

Do armii walczących mocarstw zmobilizowano miliony Polaków. Polscy działacze niepodległościowi rozpoczęli zabiegi, by powstały osobne formacje złożone z żołnierzy - Polaków i dowodzone przez polskich oficerów; miał to być zalążek przyszłego Wojska Polskiego. Józef Piłsudski, przez całe życie walczący (raz ulotką, kiedy indziej rewolwerem i dynamitem) z rosyjskim zaborcą, organizuje swoje Legiony u boku Austriaków, jego Pierwsza Kompania Kadrowa w sierpniu 1914 roku wykonuje wypad do Kielc. Ale swoich zwolenników ma też koncepcja, by zjednoczenie wszystkich ziem polskich nastąpiło pod berłem cara Rosji, który następnie obdarzy Polskę jakąś formą autonomii.

Do akcji raz jeszcze wkracza Ludomir Stępowski, znów w mundurze generała. Obstawia oczywiście "kartę rosyjską". Wraz z generałami Edmundem Świdzińskim i Piotrem Szymanowskim firmuje działalność Komitetu Organizacyjnego Polskich Legionów, w rezultacie czego następuje sformowanie tzw. Legionu Puławskiego, który w styczniu 1915 roku liczył około 1000 "szabel" i był dowodzony przez podpułkownika Antoniego Reutta. W Lublinie rozpoczęto tworzenie "Drugiego Legionu". Dalsza działalność mobilizacyjna została wstrzymana, gdyż dowództwo rosyjskie wcale nie życzyło sobie istnienia wydzielonych jednostek wojskowych w polskich mundurach.

Odznaka żołnierzy Legionu Puławskiego

W 1915 roku, przed wycofaniem się Rosjan z Warszawy w obliczu ofensywy armii niemieckiej, "Tygodnik Ilustrowany" publikuje fotoreportaż z ćwiczeń batalionu ochotników Legionu Puławskiego; przy tej okazji czytelnicy zobaczyli fotografię generała - szachisty, z sumiastym wąsem i w okularach.

Legion Puławski latem 1915 r. walczył na Kielecczyźnie, odznaczył się w kilku potyczkach, ale poniósł ogromne straty i niebawem został rozformowany; zdolni do walki legioniści zostali wcieleni do Brygady Strzelców Polskich.

Generał Ludomir Stępowski w działaniach wojennych nie brał udziału, o jego dalszych losach nic nie wiadomo. Niektóre źródła podają, że zmarł w 1918 roku, ale ani okoliczności, ani miejsce wiecznego spoczynku nie są jak dotąd szerzej znane.

Tomasz Lissowski

Vistula Chess Monthly

Logo Vistula