Felietony

Sonia Graf w Warszawie 1938-39

Niemiecka mistrzyni Sonia Graf (1912 - 1965) była drugą, po Verze Menchik, szachistką świata w latach 1930-tych.
Jesienią 1938 roku Sonia z nieznanych powodów pojawiła się w Warszawie. Czy do Polski sprowadziły ją sprawy rodzinne, czy w hitlerowskich Niemczech była prześladowana, tego nie wiemy. Dość na tym, że niemiecka szachistka spędziła w Warszawie prawie pół roku i zdołała rozegrać ponad 20 partii z graczami rozmaitej klasy, nie wyłączając mistrzów Najdorfa i Przepiórki. Równie niespodziewanie, jak pojawiła się w stolicy, tak też odjechała.
Lata II wojny światowej Sonia Graf spędziła w Argentynie; tam ukazały się jej dwie książki ze wspomnieniami: "Asi juego una mujer" (1941) i "Yo soy Susann" (1946). Później wyjechała do USA, wyszła za mąż i pod nazwiskiem Graf - Stevenson występowała dalej w turniejach, choć już bez większych sukcesów.
Niewielki fragment wspomnień poświęcony pobytowi w Polsce publikujemy dzięki uprzejmości dra Michaela Negele (Wuppertal, Niemcy), który dotarł do będącej bibliofilską rzadkością książki Soni Graf i skopiował potrzebne strony. Tłumaczenie z hiszpańskiego jest dziełem Zofii Dzierżawskiej.
 
POLSKA
Warszawa
Warszawa jest pięknym miastem pod wieloma względami. Wyróżniają się przede wszystkim Aleje Piłsudskiego i niezliczone zabytki. Jest to kraj o wręcz antycznych tradycjach. Polacy są pełni temperamentu, a ich kobiety szczególnej urody.
Są bardzo przywiązani do wódki, powiedzieć by można, że nie ma kraju na świecie, w którym by się spożywało tyle wódki, co w Polsce. Poznałam i takich, którzy wódką raczyli się już od śniadania...
Zwraca uwagę dbałość o czystość ulic, czyszczonych dwukrotnie w ciągu dnia. Pierwszej nocy, która spędziłam w tym mieście, trochę przestraszyły mnie liczne przestrogi przed niebezpieczeństwami nocnego życia. Wiele jest podejrzanych typów, nie da się zliczyć pijanych, którzy pod osłona nocy dokonują wszelkich draństw. W takich przypadkach policja zdaje się nie istnieć, w niebezpiecznym miejscu mundurowych nigdy ani śladu. Mimowolni świadkowie bójki czy kradzieży unikają interwencji ze strachu przed ewentualnymi represjami.
Opowiem pewna anegdotę dla ilustracji. Warszawski klub szachowy przydzielił mi kompana, który co noc odprowadzał mnie do samego hotelu. Był rok 1938, czyli, oczywiście, czasy cywilizowane. Żadna kobieta nie mogła jednak samotnie chadzać ulicami, a już tym bardziej ulicami kiepsko oświetlonymi, gdzie niebezpieczeństwo czyhało na każdym kroku. Mieszkańcy kamienic nigdy nie posiadają własnego kompletu kluczy do głównej bramy, dlatego za każdym razem trzeba dzwonić po portiera, i nieraz wiele czasu mija nim obudzi się on z głębokiego snu.
Któregoś wieczora dotarłam wraz z moim giermkiem do samej bramy bez najmniejszych zakłóceń. Nagle zbliżył się do nas marynarz w stanie kompletnego zamroczenia i zwrócił się władczym głosem do mojego towarzysza: "Oddawaj panienkę". Mój rycerski przyjaciel powiedział mu oczywiście parę słów do słuchu. Marynarz wpadł w furię, zrzucił marynarkę i zaaplikował mojemu opiekunowi taki cios w twarz, że ten ostatni niemal się przewrócił. Błyskawicznie odwdzięczył się jednak pięknym za nadobne, po czym rozpętała się regularna bójka. Mój poczciwy przyjaciel i mimowolny obrońca zapewne wspomniał w tym momencie własną żonę i dwójkę dzieci.
Szaleńcza walka trwała około godziny. Zdesperowana wzywałam pomocy, jednak nadaremno. Zza dyskretnie uchylonych okien widać było sąsiadów z zaciekawieniem przyglądających się jatce na środku ulicy. Nikt jednak nie odpowiedział, gdy z całej siły waliłam pięściami w drzwi, na cały głos wzywając pomocy. Ani sąsiedzi, ani policja; jakbym była na pustyni. W końcu walczący zamarli i kompletnie wyczerpani padli na chodnik. Dokładnie w tym momencie pojawili się pierwsi ciekawscy, i widząc, że niebezpieczeństwo minęło, zaczęli udzielać biednym mężczyznom pomocy. Marynarz miał złamaną rękę; mój przyjaciel, z rozbitym nosem, trafił na piętnaście dni do szpitala, gdzie aż dwie operacje potrzebne były, aby powstrzymać krwotok i doprowadzić do porządku zmasakrowany organ.
Mężczyźni są niezwykle wylewni w okazywaniu uczuć. Spotkaniu przyjaciół towarzyszą niezmiennie uściski i donośne całusy. Widok dwóch mężczyzn wymieniających czułości z takim upodobaniem nieraz wprawia obcokrajowców w zdumienie.
Mimo wszystko, życie w Polsce jest bardzo interesujące, a życie szachisty - cudowne. Wśród grających panuje rodzinna atmosfera. Owszem, gra się też dla pieniędzy, ale rzadko, zaś wysokość zakładów jest niewielka. Chodzi raczej o dodanie atrakcyjności grze. Ja niemal codziennie wygrywałam swoje kilka złotych bez trudu. Graliśmy w ping-ponga, w debla i podwójnego debla (?), za każdym razem do dziesięciu. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, a kto nie grał, przegrywał mecz.
W turnieju mistrzów "Premier Reserves" zajęłam drugie miejsce. Pozostali uczestnicy byli bez wyjątku mężczyznami. W następnym mistrzowskim turnieju, w którym brałam udział, w którym grali zresztą znani skądinąd Przepiórka i Najdorf, także byłam jedyną kobietą. Podczas siódmego etapu dzieliłam z owymi dwoma mistrzami pięciopunktowy remis. Moja partia z Przepiórką zakończyła się patem. Turnieju nie ukończyłam, gdyż okoliczności polityczne zmusiły mnie do opuszczenia Polski. Był to jedna z gorzkich lekcji w moim życiu, gdy na własnej skórze przekonałam się jak irracjonalnie działa istota ludzka, kiedy daje się ponieść pasji?
Jedna rzecz jest pewna, szlachetność uczuć, jaką odnalazłam wśród mieszkańców tego kraju, każe mi myśleć o tym etapie kariery z nostalgią.
 
Graf, Sonja - Prokop, Frantisek
Prague (9) Prague CZE
1937 1-0 A90
1.d4 c6 2.Sf3 d5 3.g3 f5 4.Gg2 Sf6 5.Sbd2 e6 6.O-O Gd6 7.c4 O-O 8.c5 Gc7 9.Sb3 Sbd7 10.Gf4 Se4 11.Hc1 h6 12.Gxc7 Hxc7 13.Sh4 Wf6 14.f4 b5 15.He3 Sf8 16.Sc1 Sg6 17.Sf3 Wf8 18.Sd3 Sf6 19.a4 Sg4 20.Hd2 Wb8 21.h3 Sf6 22.Sfe5 Sxe5 23.Sxe5 Gd7 24.b4 Wb7 25.Wa3 Wa8 26.g4 Ge8 27.a5 a6 28.g5 hxg5 29.fxg5 Sd7 30.We3 Sf8 31.He1 Hd8 32.h4 Wc8 33.Hg3 g6 34.Sd3 Wh7 35.Sf4 Hc7 36.Kf2 Hg7 37.Wd1 Gf7 38.Gf3 We8 39.Sg2 We7 40.Hb8 Ge8 41.Ha8 Hh8 42.Hb8 Hg7 43.Kg3 Hf7 44.Sf4 Wc7 45.We5 He7

Graf-Prokop

46.Gxd5 Wb7 Czarne wyraźnie nie doceniły siły kontynuacji 46...cxd5 47.Sxd5 exd5 48.Wxe7 Whxe7 po czym biały hetman ma trudności z udowodnieniem swojej przydatności. 47.Hd6 cxd5 48.Sxd5 Hxd6 49.Sf6+ Kf7 50.cxd6 Wh8 51.d5 Gd7 52.e3 Wa7 53.Wc1 Wb7 54.Sxd7 Wxd7 55.Wc7 Ke8 56.dxe6 Sxe6 57.Wxe6+ Kd8 58.Wxg6 We8 59.Wc3 1-0
 
Partie (games)
 

http://szachowavistula.pl/vistula/
szachowavistula (at) o2 (at) pl

Valid HTML 4.01!