PUŁAPKA NA HISTORYKA (cz. 3)
Szachy generała Sikorskiego

Badając kręte ścieżki, którymi kroczy quasi – nauka zwana Historią Szachów, pisaliśmy jakiś czas temu:

Nie będzie chyba wielkim odkryciem stwierdzenie, iż bezkrytyczna wiara w źródło pisane, nawet wówczas, gdy jest nim solidnie prezentująca się książka, wyposażona w bibliografię, ISBN oraz duży zestaw ikonografii, może prowadzić czytelnika na manowce, inaczej mówiąc – na bezdroża pseudo-wiedzy. Przykładów tego zjawiska dostarcza pod dostatkiem również wikipedia, gdzie prócz masy pożytecznych i godnych wiary informacji znajdujemy noty szerzące półprawdy lub całkowite fałsze.

Okazuje się, że równie wielkim błędem może okazać się zaufanie do informacji, które zostały opublikowane w solidnie wyglądającej gazecie codziennej. Trzeba też wiedzieć, że wydawcy prasy „od zawsze” trzymają się zasady, że nawet jeśli opublikują na swych łamach rzeczy zmyślone w stu procentach (dziś nazywa się to „fake news”), to albo nigdy nie przyznają się do zawodowej porażki, albo sprostowanie ukaże się drobnym drukiem, gdzieś na ostatnich stronach mało ważnego wydania wtorkowego. Poniżej interesujący przykład, choć być może dla części czytelników nie pozbawiony kontrowersji.

W popularnym niegdyś dzienniku „Życie Warszawy”, który w Polsce Ludowej cieszył się opinią względnie apolitycznego i dobrze redagowanego, lecz nie wytrzymał zderzenia z wolnym rynkiem wydawniczym i zakończył istnienie na początku XXI wieku, znalazł się ongiś zapis rozmowy dziennikarki Krystyny Żemralskiej z Tadeuszem Bednarczykiem, którego redakcja przedstawiała jako pułkownika, twórcę i społecznego kustosza Muzeum Generała Sikorskiego w Warszawie.

Czytelnikom prasy warszawskiej znany jest jako pełnomocnik Komendy Głównej AK ds. pomocy Żydom, autor książek o życiu codziennym w getcie warszawskim i o udziale „sikorszczaków” w ruchu oporu, a także wielu publikacji prasowych traktujących o stosunkach polsko – żydowskich -

... informowała nota odredakcyjna „Życia Warszawy”. Krystyna Żemralska pyta swojego rozmówcę:

- A jak powstało muzeum? Przedstawił pan w nim za pomocą fotografii i dokumentów życie i działalność generała. Są też cenne pamiątki – przedmioty używane przez gen. Sikorskiego, jego małżonkę i córkę, która była wiernym adiutantem ojca i razem z nim zginęła w brytyjskim wojskowym liberatorze 4 lipca 1943 r.

Tadeusz Bednarczyk odpowiada:

- Pani generałowa, z którą byłem w kontakcie do jej śmierci, przygotowała taki prezent dla mnie. Umierając 1 lutego 1872 r. w Londynie, nie była pewna, czy w Polsce przez Churchilla i Roosevelta przydzielonej w Jałcie Stalinowi, ktokolwiek te drobiazgi zobaczy. Najcenniejsze przedmioty przekazała do Muzeum Sikorskiego w Londynie. Gdy udało mi się uzyskać paszport, nie żyła też już siostra pani Sikorskiej, od której rzeczy miałem odebrać. Zaopiekowała się depozytem pani Oppmanowa – bibliotekarka muzeum w Londynie. Nie wszystko mogłem zabrać do samolotu, zostawiłem lampę stojącą, pod którą czytywał generał w tych nielicznych chwilach, jakie spędzał w domu. Otrzymał ją kolega, na którego zaproszenie – w PRL niezbędne – pojechaliśmy z żoną po te cenne pamiątki, Kolega też już nie żyje, a co zrobił z lampą – nie wiem. (...)

- Zaraz też podjął pan starania o stworzenie warunków do eksponowania pamiątek państwa Sikorskich. Stało się to możliwe dopiero po 1989 roku (...). Proszę powiedzieć, które z tych przedmiotów uważa pan za najcenniejsze?

- Niewątpliwie – to malutkie szachy podróżne. Generał był zapalonym szachistą, a z braku czasu mógł grywać tylko w czasie podróży.
Miał dwa komplety „podróżne”. Również do pasjansa, którego rozkładanie tak było popularne w pokoleniu Sikorskiego. Dalej – okulary i ten taniutki cynowy lichtarz z przylutowanym uchem w komplecie z etui do zapałek i angielską świecą. (...)

Źródło: „Życie Warszawy”, 1998/07/21, artykuł „Podróżne szachy generała Sikorskiego”).

„Malutkie szachy podróżne” używane przez generała Sikorskiego – czyż nie powinna być to narodowa relikwia, bezcenny eksponat w Muzeum Wojska Polskiego albo w Muzeum Sportu? Dlaczego dziś nic o tym nie słyszymy? Tadeusz Bednarczyk zmarł w 2002 roku, po muzeum generała Sikorskiego w Warszawie nie został żaden ślad. Co stało się z pamiątkami po Sikorskim, o których opowiadał Bednarczyk, gdzie znajdują się generała podróżne szachy, czy aby nie przepadły?

Koniec części pierwszej

Nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania, gdyż bliższe przyjrzenie się osobie Tadeusza Bednarczyka uświadamia ogromnej większości czytelników, że „pułkownik” przez całe życie z ogromną wprawą wprowadzał swoich rozmówców „w maliny”, jeśli ci traktowali jego wojenne oraz około-wojenne opowieści z powagą, nie próbując stawiać trudniejszych pytań ani weryfikować „sprzedawanych” im rewelacji. Z kolei inne epizody z życia „pułkownika” były przez niego skrzętnie ukrywane i nigdy nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby nie upadek komunizmu w Polsce w 1989 r. Świadkami odważnych czynów Tadeusza Bednarczyka były zwykle osoby zmarłe, które – jak to ze zmarłymi bywa – nie mogły niczego potwierdzić ani niczemu zaprzeczyć. W świecie opowieści Bednarczyka nie było miejsca na dokumenty źródłowe ani pamiętniki naocznych świadków, „pułkownik” niczego nie badał w archiwach, polegając niemal wyłącznie na swojej pamięci. To właśnie jego książki miały pokazywać prawdziwą historię – „odkłamaną”, „bez zafałszowań”. Tymczasem, jak na starego „sikorszczaka”, niezłomnego patriotę i wroga komuny, Tadeusz Bednarczyk nie mógł się pochwalić krystalicznie przejrzystym życiorysem, ale jego prawdziwe oblicze udało się poznać dopiero po ujawnieniu archiwów polskiej bezpieki. Oto, co pisał jeden z lepszych znawców tej problematyki Sławomir Cenckiewicz:

Nie lada autorytetem w środowiskach narodowych do dziś cieszy się Tadeusz Bednarczyk, który uchodził za jednego z głównych znawców problematyki żydowskiej. Autorytet Bednarczyka miał w dużej mierze wynikać z jego doświadczeń wojennych, gdyż – jak sam opowiadał – był z ramienia władz podziemnych odpowiedzialny za pomoc warszawskiemu gettu. Miał też być faktycznym założycielem Żydowskiego Związku Wojskowego. Historycy – tacy jak Dariusz Libionka – kwestionują wspomnienia i opowieści wojenne Bednarczyka. Jest natomiast faktem, że przez całe życie Bednarczyk ukrywał swoją służbę w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Po wojnie był kierownikiem sanatorium MBP w Kudowie, gdzie prowadził nieobyczajne życie oraz karał chłostą Niemców i Niemki zatrudnione w sanatorium. Był na tyle okrutny, że jego przełożeni z bezpieki postanowili się go pozbyć z resortu w 1946 r. W latach 60. Bednarczyk został pozyskany do współpracy z SB jako kontakt poufny do rozpracowywania m.in. działacza komunistycznego i dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego Bernarda Marka. Na początku lat 80. Bednarczyk związał się z ZP Grunwald i znów był wykorzystywany przez SB, tym razem do inwigilacji środowiska endeckiego w kraju – jako kontakt operacyjny Tadeusz. Ciekawostką może być to, że w III RP Bednarczyk związał się z Samoobroną, którą wspierał swego czasu w kampanii wyborczej.

Źródło: Sławomir Cenckiewicz, „Narodowa esbecja” (fragment opracowania „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989”), druk w tygodniku „Wprost” 32/33/2007, opublikowane na stronie internetowej „Wprost” – 5 sierpnia 2007 r.

Jeszcze mniej wyrozumiały dla Tadeusza Bednarczyka był historyk Dariusz Libionka, którego obszerne opracowanie przytaczamy tu w dużym skrócie.

Tadeusz Bednarczyk, poborca skarbowy w getcie, szewc aspirujący do roli historyka wniósł największy „wkład” w dyskusję wokół Żydowskiego Związku Wojskowego. Działania wymienionych w artykule Kledzika („Rzeczpospolita”) Iwańskiego (w zależności od zeznań - rzekomego twórcy ŻZW) i innych cwaniaków bledną w obliczu dokonań Bednarczyka. (...)
W warszawskim IPN zachowało się sporo teczek osobowych Bednarczyka, pierwsza dotyczy jego służby w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Wynika z nich, że brał udział w kampanii wrześniowej i w Powstaniu. W okresie okupacji pracował jako poborca w urzędzie skarbowym będąc jednocześnie szewcem.
Do Korpusu Bezpieczeństwa wstąpił jesienią 1942, pseudonim „Bednarz” otrzymał w czasie Powstania Warszawskiego. W ankiecie dla potrzeb UB pisze m. in. „płk Tarnawy – Petrykowskiego (wg późniejszych relacji szefa KB, którego polecenia względem ŻZW wykonywał) nie znałem i nigdy nie widziałem”. W ankiecie nie ma ani jednego słowa o zaangażowaniu się w sprawy polityczne, wojskowe czy też niesienia pomocy Żydom, co przy staraniach o posadę w MBP powinno być całkowicie zrozumiałe. Z dossier Bednarczyka wynika, że po upadku Powstania znalazł się w Piotrkowie, gdzie podjął pracę jako księgowy i szef referatu żywieniowego w zakładach Toebbensa, wcześniej działającego na terenie getta, gdzie, jak wspominałem, był poborcą podatkowym, znienawidzonym przez Żydów, czego ślady są w dokumentach Ringelbluma.
Z notatki z marca 1946 dołączonej do akt wynika, że po rozpoczęciu likwidacji getta Bednarczyk otrzymał pożydowskie mieszkanie na ul. Chłodnej wraz meblami. Wg tej notatki widziano go w tym okresie w towarzystwie wyższego dostojnika niemieckiego, który woził Bednarczyka do domu swoim samochodem. (...)
W lutym 1963 SB pisało o Bednarczyku „Na przestrzeni ostatnich lat notuje się wyraźną aktywizację Bednarczyka w tradycyjnych środowiskach sanacyjnych, gdzie występuje jako b. legionista pułkownik. (...)
Ogólnie Bednarczyk oceniany jest przez byłych oficerów legionowych i AK jako „szewc”, który przypisuje sobie duży udział w działalności przeciwko Niemcom, nie mającej pokrycia w rzeczywistości.” Bednarczyka w 1970 skreślono z ewidencji SB. Bohater nasz poczuł się opuszczony i zdradzony, w 1971 proponował swoje usługi ambasadorowi Iraku, któremu przedstawiał się jako profesor i badacz problemów żydowskich. Wyraził chęć współpracy, pragnął by mu zorganizowano „naukowy objazd” na Bliskim Wschodzie, o czym doniósł ulokowany w ambasadzie irackiej agent SB.
Koniunktura Bednarczyka przyszła w stanie wojennym - w 1982 Krajowa Agencja Wydawnicza wydała jego autobiograficzno-historyczną książkę, zaś w 1986 stowarzyszenie „Grunwald” wydało spisane jego i jego kolegów przygody w KB.
Uwieńczeniem kariery tego oszusta, manipulatora i antysemity była książka wydana w 1995 roku w nacjonalistycznym wydawnictwie „Ojczyzna” - „Życie codzienne warszawskiego getta”.

Źródło: Dariusza Libionki, „Apokryfy z historii Żydowskiego Związku Wojskowego i ich autorów”.

Przekonawszy się w ten sposób, że słowa Tadeusza Bednarczyka winny być traktowane z (mówiąc łagodnie) wielką ostrożnością, znów wracamy do kwestii „szachów generała Sikorskiego”. Opowieść o tym, jak Bednarczyk – nie niepokojony przez polskich celników – przywozi z Anglii pamiątki po Sikorskim, wygląda na mało wiarygodną. Wierzymy w to, że Bednarczyk osobom odwiedzającym jego samozwańcze Muzeum pokazywał JAKIEŚ małe szachy podróżne, ale wydaje się niemożliwe do udowodnienia, iż ten potencjalnie wartościowy obiekt kiedykolwiek znajdował się w rękach generała Władysława Sikorskiego. Na dziś przyjąć należy, że „szachy Tadeusza Bednarczyka”, o których zresztą nie wiemy, gdzie się znajdują, to taki sam falsyfikat, jak wszystkie inne wytwory rzekomego animatora Żydowskiego Związku Wojskowego.

Tomasz Lissowski (2017)

Pułapka na historyka (cz. 2) O Teodorze Regedzińskim po nowemu | PUŁAPKA NA HISTORYKA SZACHÓW (cz. 1)

Vistula Chess Monthly

Logo Vistula