Felietony
MOJE SPOTKANIA Z CAPABLANCĄ (cz. 1)

     Kontynuujemy publikację wspomnień arcymistrza Tartakowera, które ukazały się ponad pół wieku temu w szwedzkim miesięczniku "Tidskrift for Schack". Tłumaczenie i redakcja - Feliks Przysuski.
KSAWERY TARTAKOWER

     Ze wszystkich szachistów, z którymi spotkałem się w mojej karierze, Capablanca były niepodobny do nikogo. I w nim, i w jego grze rozpoznawało się natychmiast artystę obdarzonego talentem przez Boga, tak jak poznajemy ich w innych dziedzinach, w poezji, w śpiewie czy muzyce.

     Grając z Kubańczykiem, bardziej niż z kimkolwiek innym, czuło się głębię gry szachowej. Nie było tak, że on tylko w jednym elemencie przewyższał pozostałych. Nie był to "konglomerat idei" (jak u Laskera), nie tylko "system" (jak u Rubinsteina), nie łamigłówka (jak u Marshalla), nie "ucieczka w fantazję" (jak u Nimzowitscha) i nie "struggle for life" (czyli walka o przetrwanie, jak u Alechina). Nie, szachy w wykonaniu Capablanki to była sztuka. "Każde posunięcie Capablanki wygląda jak objawienia" - powiedział pewien chłodny obserwator. W swojej książce "Neue Ideen im Schach" opowiada Reti, w jaki sposób trudny do zrozumienia manewr Hetmana otworzył mu oczy na nową strategię Capablanki z jej nowymi prawidłami.

     Nie będąc dogmatykiem przyczynił się Capablanca do rozwoju i wysubtelnienia strategii szachowej, nie będąc teoretykiem - wzbogacił teorię debiutów nowymi, pełnymi życia manewrami.

     Dzięki swej intuicji jako zdecydowanie pierwszy zrozumiał Capablanca, że tajemnica znalezienia "prawidłowego posunięcia", ta prawdziwa tajemnica, bardzo często nie tkwi w samym posunięciu, ale w "Zwischenspiel" (po niemiecku "między-gra" - przyp. F.P.) czyli we współzależności między dwoma albo nawet między większą ilością posunięć, we współdziałaniu rozmaitych idei. Ucieleśnia "międzygrę" zwycięskie posunięcie, zwrot w walce, puenta.

     W partiach Capablanki pełno jest takich właśnie manewrów typu "Zwischenspiel", przy czym nie tylko w debiucie i grze środkowej, ale również w końcówkach.

S. Tarrasch - J. R. Capablanca [C54]
San Sebastian 1911 (r. 4)
1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Gc5 4.c3 Sf6 5.d4 exd4 6.cxd4 Gb4+ 7.Gd2 Gxd2+ 8.Sbxd2 d5 9.exd5 Sxd5 10.Hb3 Sce7 11.0-0 0-0 12.Wfe1 c6 13.a4 Hb6 14.Ha3 (Od czasów partii Czigorin - Schlechter, Wiedeń 1898, uważano pozycję białych za lepszą. Tymczasem Capablanca zagrał...)
14...Ge6 15.a5 Hc7 16.Se4 Wad8 17.Sc5 Gc8 18.g3 (Nawet gdyby białe zagrały energiczniejsze 18.Se5, czarne z powodzeniem mogłyby się bronić.)
18...Sf5 19.Wad1 Sd6

Tarrasch-Capablanca

20.Gxd5 Sb5!! 21.Hb4 (21.Gxf7+? Hxf7 i czarne zdobywają skoczka f3.)
21...Wxd5 22.Sd3 Gg4 i czarne mają wyraźną przewagę; białe utraciły inicjatywę, a słabość pionka d4 jest wyraźna.
(Tartakower nie przytoczył dalszego ciągu partii, który był następujący:
23.Sde5 h5 24.Sxg4 hxg4 25.Sh4 Wfd8 26.We7 Hd6 27.Hxd6 Sxd6 28.a6 bxa6 29.Wxa7 Sb5 30.Wxa6 Sxd4 31.Kf1 g5 32.Sg2 Sf3 33.Wxd5 cxd5 34.Se1 We8 35.Sxf3 gxf3 36.Wd6 Wc8 37.Ke1 We8+ 38.Kf1 Wc8 remis - przyp. F. P.)

     Przy tej okazji a więc "en passant" chciałbym wspomnieć, że Reti traktuje te nowe dążenia jako "wyjątki" od reguł partii szachowej. We wspomnianej już książce mówi Reti: "My młodzi lubimy wyjątki". A może jest inaczej, może wszystkie te nowości i ulepszenia oznaczają w istocie wysubtelnienie i zaostrzenie niewzruszonych reguł gry szachowej?
     Wracając do Capablanki - trzeba stwierdzić, że elegancja i precyzja jego idei przez długi czas była nieprześcigniona. Wśród współczesnych mistrzów może Alexander, Stoltz i Bolesławski mają pewne cechy w grze, które przypominają styl Capablanki, ale bez jego pewności.

     Tym, co na zewnątrz charakteryzowało grę Capablanki, były "małe kombinacje" ("petites combinations" - jak je sam skromnie nazywał); były one wszystkim znane, tym niemniej wielu doświadczonych mistrzów przez długi okres czasu padało ofiarą jego taktyki. Ponieważ to się powtarzało, stąd wniosek, że w partiach Capablanki nie technika (ani nie "maszyna szachowa" - jak mówiono), lecz geniusz twórczy decydował o rezultacie gry. Mnie również zdarzało się, że zostawałem zaskoczony "niespodziewanym pomysłem" Capablanki, o czym świadczy niżej prezentowana partia z turnieju w Nowym Jorku 1924.

     Skoro mówimy o grze Capablanki, będzie na miejscu powiedzieć kilka słów o nim samym. Był dżentelmenem w każdym calu, tradycje łacińskie i anglosaskie - podobnie jak u Morphy?ego - utworzyły u niego szczęśliwy związek. Przesadny szacunek dla przeciwnika i jego interesów nie raz wpływała negatywnie na rezultaty Capablanki. Ta cecha szczególnie drastycznie zemściła się podczas meczu o mistrzostwo świata w Buenos Aires 1927, gdy Kubańczyk uzyskał dla przeciwnika (i jego żony) komfortowe warunki pobytu i gry. Będąc Amerykaninem wiele podróżującym po świecie orientował się doskonale w ogromnych różnicach dzielących Europę od Ameryki względem obyczajów, wychowania i sposobu życia. Respektował to i starał się odnosić z szacunkiem do często obcych mu zwyczajów, nie rezygnując z własnej oceny tych zjawisk.
     Przy tym wszystkim był świadom swego wspaniałego talentu i chętnie błyszczał swoją intuicję i szybką grą, ale z drugiej strony nie zwracał dostatecznej uwagi na konieczną w dzisiejszych czasach pracę nad książkowym studiowaniem szachów.

     Gdy jechałem w towarzystwie Capablanki na turniej do Moskwy w 1925 roku, powiedział mi:
- Pierwsze wydanie Pańskiej książki "Hypermoderne Schachpartie" spoczywa w mojej walizce.
Napełniło mnie to oczywiście pisarską radością. Ale wtedy C. dodał z czarującym uśmiechem:
- Niestety nie zdążyłem jeszcze rozciąć stron, a na dodatek prawie wcale nie znam języka niemieckiego.

Z pewnością ten "superiority complex" (poczucie wyższości) szkodziło mu w późniejszych latach, kiedy jego myślenie utraciło szybkość, precyzję i jasność. 1

NAJŻYWSZA PARTIA W MOJEJ KARIERZE SZACHOWEJ
     Moje pierwsze oficjalne spotkanie z C. miało miejsce na turnieju w Londynie 1922. Nieoficjalnie i na długo przed tym, gdy Kubańczyk został mistrzem świata, Leopold Trebitsch zaaranżował w 1913 roku w Wiedniu dwie partie pomiędzy nami. W pierwszej grałem białymi szkocką, szybko wygrałem pionka w - jak mi się wydawało - dobrej pozycji, ale później padłem ofiarą jednego z pomysłów Capablanki. W drugiej partii grałem obronę sycylijską, wpadłem w ścieśnioną pozycję i musiałem oddać pionka, po czym wydawało się, że jestem całkowicie przegrany, ale nieoczekiwanie wytworzyła się remisowa końcówka wieżowa. "Kiedy gra się z Capablanką" - powiedział wówczas wiedeński mistrz Fändrich - "zawsze powstaje niespodziewana sytuacja".
     Wracając do partii z turnieju londyńskiego: było w niej mnóstwo sensacji, "zwischenspiel" i intermezzo, a wszystko razem w przyjaznym tonie. Walka zaczęła się jeszcze przed partią, na którą przybyłem zresztą z 10-minutowym opóźnieniem, co nie było pozbawione znaczenia z uwagi na niezwykle szybkie tempo gry w tym turnieju. Zgodnie z regulaminem turnieju numer każdej rundy losowano przed południem tego samego dnia, toteż nie było wiadomo zawczasu, kto z kim będzie grać, ale ponieważ pomiędzy losowaniem a rozpoczęciem rundy pozostawało wystarczająco dużo czasu, by poznać nazwisko przeciwnika.
     Z mistrzów z kontynentu europejskiego jedynie Alechin szybko rozwiązał problem. Obydwaj mieszkaliśmy w hotelu znacznie oddalonym do sali turniejowej, ale on dzięki uprzejmości członka komitetu organizacyjnego był zawczasu informowany telefonicznie, z kim przyjdzie mu grać (lista znajdowała się na tablicy ogłoszeń). Z kolei Capablanca mieszkał w hotelu położonym bardzo blisko sali turniejowej i wystarczało mu kilka minut spaceru, by uzyskać potrzebne informacje, chyba że i on wpadł na pomysł kontaktu telefonicznego. Zresztą Capablance było praktycznie wszystko jedno, z kim ma grać, podczas gry ja chętnie zrezygnowałbym z zawsze późnego hotelowego lunchu, aby przyjść na salę turniejowa z dużym wyprzedzeniem czasowym.
     Będąc więc w gorszym położeniu, zarówno przez spóźnienie, jak i przez fakt, że grałem czarnymi, postanowiłem rozegrać debiut jak najbardziej powierzchownie. Niespodziewanie później moja gra została określona jako "głęboko przemyślana", zwłaszcza mój 9. ruch.

J. R. Capablanca - S. Tartakower [D58]
Londyn 1922
1.d4 Sf6 2.Sf3 d5 3.c4 e6 4.Sc3 Ge7 5.Gg5 0-0 6.e3 h6 7.Gh4 b6 8.cxd5 exd5 9.Hb3 Ge6

Capablanca-Tartakower

Co się tyczy mojego 6 posunięcia (6...h6), to już grałem tak w meczu z Grünfeldem na krótko przed turniejem londyńskim. Ta nowość mająca na celu zakłócenie toku myślenia wielkiego teoretyka przyniosła sukces, jednak identyczne zagranie przeciwko intuicyjnemu artyście było ryzykowne (najlepszą odpowiedzią było przypuszczalnie 7.Gf4). Tak więc moja mieszanka starej klasycznej idei b7-b6 i "patentowego" ruchu h7-h6 została nazwana później "systemem Tartakowera" - ten system charakteryzuje się zapewne tym, że brak w nim jakiegokolwiek systemu! 2 10.Wd1 c6 (10...Se4 11.Gxe7 Hxe7 12.Ge2 c6 13.0-0 Sd7 z dobrymi szansami dla czarnych; Bernstein - Tartakower, Karlsbad 1923.)
11.Hc2 Se4! (Nieoczekiwany wypad, nadający grze żywy, a nawet dziki charakter.)
12.Gxe7 Hxe7 13.Sxe4 (Ostrożniejsze było 13.Gd3, choć i wtedy za pomocą 13...f5 czarne uzyskiwały bardzo solidną pozycję w centrum.)
13...dxe4 14.Hxe4 Hb4+ 15.Sd2 Hxb2 16.Gd3 g6 17.Hf4 Kg7 18.h4 Sd7 19.Se4 Hxa2 20.h5 g5 21.Hg3 Ha5+ 22.Ke2 f5 23.Sxg5 hxg5 24.Hxg5+ Kf7 25.h6 Wg8 26.Hh5+ Ke7 27.h7 Wxg2

Capablanca-Tartakower

28.Kf1 (Jeśli od razu 28.h8H Wxh8 29.Hxh8, to 29...Ha2+ 30.Wd2 Wxf2+ 31.Kxf2 Hxd2+ i czarne mają dwa pionki za jakość i silny atak.)
28...Hd5 29.h8H Wxh8 30.Hxh8 Hf3 31.Wd2 Gd5 32.Ke1 Wg8 33.Hh4+ Kd6 34.Wf1 Ge6 35.Wc2 a5 36.Hh2+ Ke7 37.Ge2 He4 38.Kd2 c5 (Ruch ten, przy wszystkich swoich niedostatkach, jest niezbędny do tego, by sparaliżować kontr-groźby białych: 39.f3 i następnie 40.Gc4 itd.) 39.Gd3 Hg2 (Czarne widzą, że dalsze upieranie się przy ataku byłoby dla nich niekorzystne: 39...Hf3 40.Hh4+ Kd6 41.Gb5 itd.) 40.Hh4+ Hg5 41.Hxg5+ Wxg5

Capablanca-Tartakower

     Moja niejednolita strategia przyniosła owoce nawet z pewnie grającym Capablancą. Wciągnąłem go w grę pełną ofiar i ripost na nie. Po 27. posunięciu miałem jakość mniej, ale uzyskałem mocną pozycję i byłem blisko przełamania przeciwnika. Lecz w tym momencie jego kunszt zajaśniał w pełnym blasku; w sytuacji pełnej niebezpieczeństw błyskotliwie manewrował królem, aż ja, zmuszony do tego niedoczasem, zgodziłem się na uproszczenie pozycji. Partia została odłożona. Zapisany ruch...
42.Wb1 groził rozbiciem mojego łańcucha pionków. Moja odpowiedź...
42...f4! zrobiła tak wielkie wrażenie na Capablance, że natychmiast zaproponował mi remis, który przyjąłem oczekując, iż znajdzie on kontynuację wyrównująca grę. Polegała ona na dobrowolnym zwrocie jakości: 43.dxc5 (nie 43.exf4 z powodu 43...Wd5) 43...Sxc5 44.Wxb6 fxe3+ 45.fxe3 Wd5 46.Wxc5 Wxc5 itd. (1/2).

Capablanca, prowadzący podczas turnieju rubrykę szachową w gazecie "Times", napisał, że w pewnym momencie mógł wygrać partię. Nieznana jest tylko jedna rzecz - którym?
(Włączone zostały komentarze Tartakowera z jego książki "Ultranowoczesna partia szachowa" - przyp. F. P.)

Publiczność była niezadowolona - widzowie pragnęli oglądać tę pełną wymiany ciosów walkę aż do końca. Capablanca zazwyczaj liczył się z nastrojami widzów, lecz tym razem zwycięstwo w turnieju miało oznaczać moralną obronę niedawno zdobytego tytułu mistrza świata. Ten sposób myślenia uwidocznił się przez szybkie remisy z głównymi konkurentami Alechinem (17 posunięć) i Rubinsteinem (13 posunięć), co oczywiście wzbudziło protesty zarówno wśród widzów jak i przedstawicieli prasy szachowej.3 Jednocześnie dogmat o niezwyciężalności Capablanki stawał się coraz silniejszy, by 5 lat później lec w gruzach, jak to się zresztą dzieje ze wszystkimi dogmatami.


Przypisy

1 Ciekawe, że radzieccy organizatorzy szachowi bardzo lubili Capablankę, w odróżnieniu od Laskera, który przecież przez kilka lat (1935 - 1939 ?) był obywatelem radzieckim. Podczas turnieju w Moskwie 1925 Capablanca miał dzień wolny i dał się uprosić na przeprowadzenie symultany w Leningradzie, gdzie nota bene przegrał z 14-letnim Botwinnikiem. Spędziwszy dwie kolejne noce w sleepingu Capablanca przegrał następnie z outsiderem Werlińskim. Według opinii Flohra Capablanca był bogaty i z przedstawicielami "cyganerii szachowej" typu Flohr czy Tartakower raczej się nie zadawał - przyp. F. P.

2 Tartakower oczywiście przesadza. Jego system zwany w ZSRR wariantem Makogonowa - Bondarewskiego stosowany był np. w meczu Karpow - Korcznoj 1981 oraz w dwóch pierwszych meczach Karpowa z Kasparowem (1984-85). Teraz białe chętnie wymieniają gońca za skoczka f6 i dość często uzyskują przewagę z szansami na jej realizację - przyp. F. P.

3 Krytyka Tartakowera w tym akurat miejscu jest mało trafna. Supremacja Capablanki w Londynie była bezsporna. Uzyskał on 13 p. z 15 partii, wyprzedzając Alechina (11,5 p.), Vidmara (11), Rubinsteina (10,5) i in. Partie z Vidmarem, Atkinsem i Bogolubowem to przykłady bezbłędnie funkcjonującego algorytmu gry, który - choć badany przez wielu analityków - nie został nigdy zgłębiony do końca - przyp. F. P.

(Przedruk z numeru 7-8/2008 "Panoramy Szachowej".

http://szachowavistula.pl/vistula/

e-mail

Valid XHTML 1.0 Transitional