Felietony
KERES, BOTWINNIK I ALECHIN

     W kwietniowym numerze "Panoramy Szachowej" mistrz międzynarodowy Jerzy Kostro ogłosił kolejny artykuł z cyklu "Klasyka, którą trzeba znać". Tekst poświęcony był relacjom pomiędzy Paulem Keresem i Michaiłem Botwinnikiem, dwoma najwybitniejszymi szachistami na świecie w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku, który to temat do dziś nie został wyczerpująco zbadany i opisany, a który wciąż przyciąga uwagę czytelników. Pytanie ogólniejsze brzmi następująco: czy Botwinnik w swym dążeniu do tytułu mistrza świata zawsze przestrzegał zasad fair play, czy też w rywalizacji ze swymi konkurentami korzystał ze wsparcia "czynnika politycznego" (co w warunkach Rosji Sowieckiej nie mogłoby nikogo zdziwić). Kluczowe tezy artykułu mm. Kostro zostały przeze mnie wytłuszczone:

     AVRO to nazwa holenderskiego zjednoczenia rozgłośni radiowych. W 1938 roku zjednoczenie to zorganizowało dwukołowy turniej z udziałem ośmiu najwybitniejszych szachistów tego okresu. Celem turnieju było wyłonienie przeciwnika dla mistrza świata Aleksandra Alechina. Turniej zakończył się wspólnym zwycięstwem Keresa i Fine'a. Ze względu na lepsze punkty dodatkowe (tzw. Bergera) zwycięzca ogłoszono Keresa (Keres, Fine 8,5, Botwinnik 7,5, Alechin, Euwe, Reshevsky po 7, Capablanka 6 i Flohr 4,5).

Przy mikrofonie ustawieni stoją (twarzami do fotografa) uczestnicy
turnieju: (od lewej do prawej) Reshevsky, Fine, organizator, Euwe, Alechin, Flohr i Keres.

Przy mikrofonie ustawieni stoją (twarzami do fotografa) uczestnicy turnieju: (od lewej do prawej) Reshevsky, Fine, organizator, Euwe, Alechin, Flohr i Keres.
(...)
     Po zwycięstwie w AVRO - turnieju Keres uzyskał prawo do meczu z Alechinem. Jednak Alechin odmówił podpisania umowy na rozegranie meczu o mistrzostwo świata, tłumacząc to tym, że czuje się zobowiązany do rozegrania meczu z oficjalnym "challengerem" FIDE - Flohrem.
     Po latach okazało się, że prawdziwy powód był inny. Zaraz po zakończeniu turnieju AVRO Alechin przyjął propozycję Botwinnika dotyczącą rozegrania meczu o mistrzostwo świata między nimi. Mecz miał być rozegrany w ZSRR pod warunkiem, wysuniętym przez Alechina, że na sześć miesięcy przed tym zostanie on oficjalnie zaproszony do ZSRR przez rząd radziecki. Warunek ten został zaakceptowany przez najwyższe władze radzieckie. Do meczu jednak nie doszło z powodu wybuchu II wojny światowej.


     Gdyby opisana przez mm. Kostro historia okazała się w stu procentach prawdziwa, otrzymalibyśmy kolejny dowód, że w walce o Tron Szachowy (nawiązując do tytułu jednej z klasycznych książek niezapomnianego Stasia Gawlikowskiego z lat 1970-tych) wszystkie chwyty były dozwolone, że Michaił Botwinnik oraz Aleksander Alechin byli "złymi chłopcami", a Paul Keres - Wielkim Pokrzywdzonym w dziejach szachów. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej kulisom turnieju AVRO 1938, być może najsilniej obsadzonego turnieju wszechczasów, i sięgnąłem do źródeł.
     W książce "Ot szachmatista k maszinie" (Moskwa 1979, str. 133) Botwinnik pisał:
     ...w Amsterdamie mistrz świata był innym człowiekiem. Był wyraźnie świeższy, ale też nadmiernie zaokrąglił się i nie wyglądał już na urażonego.
     Na otwarciu turnieju Alechin z wielką pewnością siebie odczytał oświadczenie, w którym stwierdził, że przyszłemu zwycięzcy turnieju nie przyznaje żadnych szczególnych praw na spotkanie z mistrzem świata i że gotów jest grać mecz o mistrzostwo świata z dowolnym dobrze znanym arcymistrzem, jeśli ten zdoła zagwarantować fundusz nagród w wysokości 10 tysięcy dolarów. Wyjątek uczynił dla Capablanki, dla którego ta suma miała wynosić 18 tysięcy dolarów (co odpowiadało sumie 10 dolarów w złocie ? taką sumą musiał dysponować sam Alechin w meczu z Capablanką w 1927 roku)?

     Mając na uwadze, że Botwinnika niekiedy zawodziła pamięć i że w swoich wspomnieniach potrafił on przekazywać pewne historyczne detale w niezupełnie dokładny sposób, zajrzałem do rocznika 1938 "Deutsche Schachzeitung". Na stronie 366 w artykule opisującym przygotowania do turnieju AVRO czytamy:

     Umowa pomiędzy AVRO i dr Alechinem w sprawie jego udziału w turnieju zawiera jedynie następującą niezobowiązującą klauzulę:

Dr Alechin deklaruje gotowość do rozegrania meczu o mistrzostwo świata ze zdobywcą pierwszej nagrody w turnieju, na warunkach i w czasie, które zostaną ustalone później. Jednocześnie dr Alechin rezerwuje sobie prawo rozegrania wcześniej meczu o tytuł z innym mistrzem.

     W związku z powyższym stwierdzenie, że celem turnieju AVRO było wyłonienie przeciwnika dla mistrza świata Aleksandra Alechina, należy uznać za przesadzone. Automatycznie upada wersja, że zwycięzca turnieju Keres zyskał uprawnienia pretendenta nr 1 do rozegrania meczu z Alechinem. Miał on takie prawo, ale nie większe, ani nie mniejsze, niż Fine, Botwinnik, Reshevsky, Euwe czy Capablanka. Wedle deklaracji Alechina w świecie szachów obowiązywał wciąż tzw. protokół londyński (wymyślony przez Capablankę w roku 1922), ustanawiający sumę 10 tysięcy dolarów jako fundusz meczowy; bariera ta skutecznie wyeliminowała np. Nimzowitscha z walki o najwyższy tytuł.
Czy po triumfie w Holandii Keres, mający przecież zaledwie 22 lata, starał się o mecz z Alechinem? Czy, jak pisze mm Kostro, gotowa była umowa o meczu Alechin - Keres, lecz mistrz świata wzbraniał się ją podpisać? Poszukując odpowiedzi na te pytania zajrzyjmy do książki Waltera Heuera "Paul Keres" (Moskwa 2004, str. 264 i dalsze):

Keres podczas audiencji u prezydenta Estonii.

Keres podczas audiencji u prezydenta Estonii.

     "W dniu 29 listopada 1938 rozpoczęła się "piętnasta runda" turnieju - pertraktacje pomiędzy AVRO oraz Alechinem i Keresem. Ich początek był mało obiecujący - Alechin kazał przedstawicielom AVRO i swemu młodemu oponentowi czekać na siebie 15 minut. Rozmowa wyraźnie nie kleiła się. W tym samym dniu Keres opuścił Holandię. (...)
Od razu (tzn. po przylocie do Estonii - przyp. T. L.) Keres szybko odpowiedział na kilka pytań dziennikarzy.

    - Kiedy odbędzie się mecz z Alechinem?
    - Hm, na to prawdopodobnie potrzeba będzie dwóch lat, jeśli w ogóle coś z tego wyniknie.
    - Pana najbliższe plany?
    - Dotrzeć do domu i wyspać się. W Tartu, być może, nabiorę śmiałości i przygotuję się do kilku egzaminów.

(...) Później pisał on (Alechin - przyp. T. L.) w gazecie "Manchester Guardian":

Po zakończeniu turnieju Keres wyzwał mnie na mecz dodając, że wolałby grać nie wcześniej niż pod koniec 1940 roku. Zgodziwszy się, przedstawiłem mu swoje warunki finansowe, które zresztą miały być takie same jak w odbytym meczu z Euwe i w planowanym meczu z Flohrem. Przekazałem mu również swoją decyzję, że mecz o tytuł ma się toczyć w jednym miejscu.

     Tak więc w 1938 roku Keres był bardzo daleko od meczu z Alechinem. Być może nie ustępował mu wcale klasą gry, ale - co najważniejsze - nie dysponował odpowiednim finansowym zapleczem i nie mógł zagwarantować żądanego funduszu meczowego, co przedtem przydarzyło się również naszemu Rubinsteinowi. W Estonii Keres w jednej chwili uzyskał kolosalną popularność, został przyjęty na audiencji przez prezydenta republiki Paetsa, ale jego pragmatyczni rodacy nie kwapili się do "marnowania pieniędzy" na szachy.
Warunek odbycia pojedynku w jednym mieście eliminował AVRO jako przyszłego sponsora, gdyż firmy tej koncepcja zorganizowania meczu zakładała "obdzielenie" wielu miast holenderskich obowiązkami gospodarza (co miało miejsce nie tylko w przypadku właśnie zakończonego turnieju, ale również meczów Alechina z Bogolubowem i Euwe).
     Alechin nie użył pretekstu "gram mecz z Flohrem". Kilka tygodni wcześniej Salomon Flohr musiał się pogodzić z faktem, iż w jego ojczystej Czechosłowacji, której egzystencja została zagrożona przez układ monachijski z 30 września 1938, nie zdoła zgromadzić pieniędzy na mecz z czempionem; dla wszystkich wnikliwych obserwatorów sceny szachowej w listopadzie tegoż roku było jasne, że mecz Alechin - Flohr to mrzonka.
     Jest prawdą, jak pisze mm. Kostro, że w tym samym czasie Alechin przeprowadził rozmowę z Botwinnikiem w sprawie meczu o tytuł, i choć do końcowej zgody wiele brakowało, to kto wie, czy do spotkania nie doszłoby, gdyby nie wybuch wojny światowej. Jednak fakty przytoczone wyżej nie pozwalają nazwać postępowania Alechina i Botwinnika machiawelistycznym. Alechin był posiadaczem tytułu i dyktował warunki, wcale ich nie ukrywając. Botwinnik z właściwą sobie konsekwencją i energią dążył do celu (po latach jednej ze swoich książek nadał taki tytuł: "K dostiżenju celi"), jakim było zdobycie tronu mistrza świata przez gracza z Rosji Sowieckiej, z jego własną osobą w tym przedsięwzięciu w roli głównej. Doskonale rozumiejąc mechanizmy funkcjonujące w swej ojczyźnie prawidłowo kalkulował, że państwo sowieckie uzna zdobycie prymatu światowego w szachach za ważny cel propagandowy. Dla sowieckiej machiny państwowej - gdyby na odpowiednim szczeblu zapadła potrzebna decyzja - wyasygnowanie sumy 10 tysięcy dolarów oraz taktyczne pogodzenie się z "białogwardzistą" Aleksandrem Alechinem, potomkiem arystokratycznego rodu, to naprawdę były drobiazgi.
     Relacje Keres - Botwinnik w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu, o których również pisze mm. Kostro, to historia z wieloma znakami zapytania. Była ona "wałkowana" przez dziesiątki autorów, przytaczane były rozmaite argumenty, domysły oraz mniej lub bardziej subtelne hipotezy z taką oto na czele: czy w meczu - turnieju Haga - Moskwa 1948 Keres celowo przegrał cztery kolejne partie z Botwinnikiem? Nie mogąc w tym miejscu wnieść wiele nowego, na zakończenie ograniczę się do przytoczenia świadectwa, jakie o pokonanym rywalu pozostawił sam Botwinnik:

     "Paul Keres pojawił się w szachach jako człowiek prostolinijny, powściągliwy, życzliwy i bezgranicznie oddany swemu ukochanemu zajęciu. Taki też odszedł, zewnętrznie niemal nie zmieniony, lecz bogatszy doświadczeniem. Miłośnikom szachów pozostawił swe partie, analizy i dobrą pamięć o sobie jako o nieustraszonym bojowniku."

http://szachowavistula.pl/vistula/

e-mail

Valid XHTML 1.0 Transitional