ZBIGNIEW DODA

(1931 – 2013)

     Zmarł poznański mistrz międzynarodowy Zbigniew Doda, dwukrotny mistrz Polski (1964, 1967), dwukrotny wicemistrz (1962, 1965), siedmiokrotny uczestnik olimpiad szachowych, najlepszy szachista kraju w latach sześćdziesiątych, najpierw jeden z głównych rywali Bogdana Śliwy, a od pewnego momentu – jego następca. Występował w barwach klubów Poznania i Wrocławia.

Olimpiada w Lipsku 1960, od lewej Zbigniew Doda, Władysław Litmanowicz, Bogdan Śliwa

Wielokrotnie reprezentował Polskę na imprezach międzynarodowych, również podczas zawodów drużyn kolejarskich. W czasach, gdy każda partia zawodnika polskiego z posiadaczem tytułu arcymistrza była wydarzeniem, Doda zebrał wiele arcymistrzowskich „skalpów”, wygrywając m. in. z Gligoričem, Benkö, Olafssonem, Szabo, Bilekiem, Ostojičem, Forintosem i innymi. Na jego dość nierówny poziom gry miał wpływ stan zdrowia – w młodości Doda zmagał się z poważną chorobą płuc, spędzając wiele miesięcy w sanatoriach.

Zbigniew Doda, Jerzy Kostro

     Grał w stylu aktywno-pozycyjnym, w miarę agresywnie czarnym kolorem, będąc uznanym specjalistą w zakresie obrony sycylijskiej i różnych odmian obrony Benoni. W osiągnięciu większych sukcesów przeszkadzała mu „choroba niedoczasowa”, powodująca dotkliwe nieraz straty punktowe po tzw. „niezasłużonych porażkach”, gdy jedna niedokładność powodowała utratę mozolnie budowanej przewagi. W ostatnich kilkunastu latach Zbigniew Doda nie dawał się skłonić do udziału w turnieju, ale niezmiennie cenił szachy, studiował partie z różnych imprez i był dobrze zorientowany w układzie sił w czołówce krajowej i zagranicznej. Doceniał oczywiście osiągnięcia Carlsena i jego starszych o kilka – kilkanaście lat konkurentów, ale będąc wychowanym na twórczości „tytanów” gry pozycyjnej z lat pięćdziesiątych: Botwinnika, Smysłowa i Petrosjana, część partii dzisiejszej czołówki określał jako „nieco nudne”..
     Zamiast tradycyjnej „wyliczanki” najlepszych wyników turniejowych Zmarłego (czytelnik z pewnością znajdzie łatwo w innych mediach), pragniemy teraz przytoczyć fragmenty mało znanego wywiadu, którego Zbigniew Doda udzielił po zdobyciu swego pierwszego tytułu mistrza Polski. Autorką wywiadu była dziennikarka wrocławskiej „Gazety Robotniczej” podpisująca się jako Agnieszka..
.

Szachy: sport, nauka, sztuka

     Muszę przyznać, że do najpiękniejszych rzeczy w życiu zaliczam szachy, a sukcesy na szachowej arenie imponują mi ogromnie. Dlatego z przyjemnością donoszę, że mistrzem Polski w szachach na rok 1964 jest od miesiąca zawodnik wrocławskiej „Pogoni”, 33-letni Zbigniew Doda..
- O czym Pan myślał w pierwszej chwili po zdobyciu mistrzostwa?.
     Myślałem z żalem, że mój ojciec już się o tym nie dowie... Ojciec nauczył mnie grać – był wspaniałym partnerem. Kiedy miałem 13 lat, kupiłem za wszystkie swoje oszczędności – straszny byłem biedak – książkę „Jak grać w szachy”. Wieczorami, w wielkiej tajemnicy przed tatą, uczyłem się debiutów. I po miesiącu wygrałem z ojcem pierwszy „mecz” 3:1. Nigdy potem nie byłem tak szczęśliwy po wygraniu partii!.
- Kiedy zaczął Pan grać zawodniczo?.
     W Poznaniu, bodaj w 1946 roku. Grałem w ...pingpongowym turnieju młodzików. Zająłem w nim chlubne drugie miejsce, a po grze zauważyłem, że w sąsiedniej sali organizują turniej szachowy. Zgłosiłem się. I ku własnemu zdumieniu zająłem pierwsze miejsce! Potem, jako najlepszemu młodzikowi, kazano mi grać w turnieju seniorów. Poszedłem tam z duszą na ramieniu i ... zająłem pierwsze miejsce....
- Start, trzeba przyznać, sensacyjny. Co pisano wtedy o Panu?.
     „ ... młodziutki i wielce obiecujący...” (...).
- Co Pan sądzi o wartości szachów?.
     Sądzę, że szachy to połączenie sportu, nauki i sztuki. Nade wszystko zachwyca mnie w szachach logika i konsekwencja. O wygranej nie może decydować przypadek. Sam zacząłem jako zawodnik kombinacyjny i z czasem odrzuciłem to jako łatwiznę. Teraz pracuję nad strategią szachów. .
- Pana szachowy ideał?.
     Aż trzy: Petrosjan, Botwinnik, Smysłow.
- Ulubiona część partii?.
     Przejście od debiutu do gry środkowej. Miesiącami pracuję nad każdym debiutem, szukam własnych rozwiązań. I potem, z gotową pułapką, czekam na ofiarę.
- Fe! Pana najpiękniejsza partia?
     Wygrana ze słynnym Gligoričem. I to w jaskini lwa, w Belgradzie. (...)
- Potrafi Pan powtórzyć w tej chwili partię sprzed kilku lat?
     Oczywiście. Prawie wszyscy szachiści mają tę specyficzną pamięć szachową. Podobna jest do muzycznej. Szachista jest naprawdę jak muzyk: każdy tydzień, każdy dzień przerwy w ćwiczeniu odbija się na poziomie gry...
- Do czego się Pan teraz przygotowuje?
     Do międzynarodowego turnieju w Polanicy i olimpiady w Tel-Avivie.
- Jak Pan ocenia szachowy Wrocław?
     Jak tu oceniać, kiedy tak do niego jestem przywiązany? Mamy tu bardzo serdeczną, miłą, koleżeńską atmosferę w klubie. Kieruje nim wyjątkowy, moim zdaniem, człowiek, p. Nowak. Wrocław ma wielu wybitnie utalentowanych szachistów, wymienię chociaż Pojedzińca, Serusia, Kwiecińskiego, Kuśnierza. Ma też świetnych działaczy szachowych; jestem przekonany, że szachowa ranga Wrocławia to w dużej mierze zasługa inż. Arłamowskiego.
- Na zakończenie przestanę Pana pytać o szachy. Proszę mi powiedzieć, co zajmuje Pana najbardziej poza szachami?      Muzyka



http://szachowavistula.pl/vistula/

e-mail

Valid XHTML 1.0 Transitional