Felietony
CENNY KOMPLET

       - Ładne figurki - powiedział asesor Brzuski, przerywając ciszę panującą przy szachownicy, nad którą siedzieli pochyleni jego wypróbowani przyjaciele, emerytowany major Zambrzycki oraz przemysłowiec Bojmowicz (branża odzieżowa). Cała trójka stanowiła elitę szachową miasta G. i odkąd nieformalne kółko szachowe zbierające się w cukierni pana Lomboni rozpadło się po wyjeździe niektórych jego członków i śmierci innych, starsi panowie spotykali się co czwartek w obszernym domu majora, pełnym pamiątek z wojennych kampanii i ryzykownych podróży po dzikich krajach, które na mapie były oznaczane wielką białą plamą. Służący Zambrzyckiego, milczący Hindus w nieodłącznym turbanie, z którym jego pracodawca porozumiewał się w narzeczu znanym tylko w północnym Kaszmirze, przesuwając się bezszelestnie podawał filiżanki z pachnącą herbatą i kieliszki z tajemniczym trunkiem ciemnobrązowej barwy, po wypiciu którego łzy stawały w oczach.

Zambrzycki-Bojmowicz

       - Ładne figurki, - powtórzył asesor - pewnie kość słoniowa?
       - Nie - odparł w zamyśleniu major i przesunął zamaszystym ruchem swego hetmana na g3. - Nie zgadnie pan...
14.Hg3!!
- Nawet nie będę próbował - ujął się honorem Brzuski. - Gdzie je pan kupił?
- Nie kupiłem, ale ... zdobyłem - odpowiedział Zambrzycki nie odrywając wzroku od szachownicy.
- Jak?
- W pojedynku.
- Z jakimś krajowcem? - zapytał Brzuski, a w jego oczach zapaliły się iskierki. - Czy to była walka fair?
- Nie z krajowcem. Z nosorożcem!
- Co takiego? - krzyknął prawie Brzuski, co bardzo nie spodobało się Bojmowiczowi. Popatrzył na niego ze słabo tajonym wyrzutem, pogładził brodę i zagrał:
14...Sd4
       - Przecież mówię. Stoczyłem kiedyś wielogodzinną walkę z nosorożcem. W dorzeczu Zambezi była odległa baza i posterunek wojskowy. Jego dowódca, pułkownik Wallace zaprosił mnie na polowanie, nie wypadało odmówić, nie każdy mógł liczyć na ten zaszczyt, zresztą polski oficer ma więcej śmiałości niż kamerdyner lubo białogłowa. Trochę pobłądziliśmy w dżungli, tragarze gdzieś się rozbiegli, i właśnie wtedy, gdy skończyła mi się amunicja w sztucerze, z krzaków na ścieżkę wylazł ON. Wielki, rozgniewany przez nagonkę nosorożec, samotnik pędzący życie poza stadem. Takie są najgorsze. Kilkaset kilogramów masy, która potrafi się rozpędzić jak parowóz i tratuje wszystko, co stoi na drodze. Gdy tylko go spostrzegłem, wiedziałem że jest bardzo źle. W rzeczywistości było jeszcze gorzej.
       - Co było dalej? - pytał Brzuski, pobladły z emocji.
       - Fuknął tylko i zaszarżował. W ostatniej chwili uskoczyłem mu z drogi. Ledwo się podniosłem z ziemi, on znów pędził w szale w moim kierunku. To się powtórzyło kilka razy. Bawił się ze mną jak zabawką. Przystawał i znowu wracał. Byłem u kresu sił. I znikąd pomocy - ciągnął Zambrzycki i wysunął skoczka na odległą placówkę.
15.Sd5!
       - Jak pan wybrnął z tej opresji, majorze - zapytał Bojmowicz bijąc skoczka.
15...Gxd5
       - W końcu zrozumiałem, że bestia mnie zniszczy, jeśli nie zastosuję jakiejś wojennej chytrości. Mogła mnie uratować tylko bardzo dobrze przemyślana kombinacja.
Powoli zacząłem się przesuwać w stronę potężnego dębu korkowego. W pewnym momencie stanąłem wyprostowany na całą wysokość, i mając za plecami drzewo, zacząłem wymachiwać bezużyteczną niestety strzelbą.Nosorożec rzucił się na mnie w pędzie, ale ja wytrzymałem pojedynek nerwów i w ostatniej sekundzie uskoczyłem za pień. Zwierz nie mógł wyhamować impetu i swym morderczym rogiem wbił się w drzewo; kolumna mająca kilkadziesiąt metrów wysokości ledwo wytrzymała ten cios. Nosorożec przebił zewnętrzna warstwę korku i drewna, zakleszczając się w otworze. Im bardziej chciał się wycofać i wyrywał, tym bardziej zagłębiał się w rozpadlinie. Walka była skończona - triumfalnie dodał major. Partnerzy wymienili się ciosami:
16.Sxd4! Gxe4

Zambrzycki-Bojmowicz

       - Po kilku kwadransach pułkownik Wallace i jego świta odnaleźli mnie porządnie poturbowanego, ale żywego. Nosorożec został zabity i poćwiartowany, ale że to ja go schwytałem, zgodnie ze starym masajskim zwyczajem miałem prawo zabrać jego róg. Niektórzy wierzą, że to afrodyzjak - powiedział z uśmieszkiem Zambrzycki - lecz ja znalazłem lepsze zastosowanie dla niecodziennej zdobyczy. Udałem się do miejscowego rzemieślnika i on wyrzeźbił dla mnie komplet szachów, ten właśnie, którym mamy okazję grać. Zgodzicie się panowie, że to udany wyrób - rzekł major i nieoczekiwanie pobił królową pionka z szachem:
17.Hxg7+!! Kxg7
       - Jak w takim razie wytłumaczy pan, drogi majorze, fakt - spytał sceptycznie nastawiony do życia Bojmowicz, obracając w ręku poświęconą przez partnera figurę - że te wykonane z rogu nosorożca cenne bierki mają na podstawie wstemplowany napis "Mombassa. Backelite"?
       - Ach to. Żeby pan wiedział, jakie ci Brytyjczycy mają nieżyciowe przepisy ograniczające wywóz niektórych towarów z kolonii - rzekł major i sięgnął po skoczka. - Napis miał być w razie potrzeby argumentem dla tamtejszego urzędu celnego - szach, szach i mat!
18.Sf5+ Kg8 19.Sh6 mat (1-0).

http://szachowavistula.pl/vistula/

e-mail

Valid XHTML 1.0 Transitional

Copyright © Adam Umiastowski & Tomasz Lissowski 2007
Pismo utworzone dnia 26-12-1997